Wpisy
Witam wszystkich czytelników, informuję o zmianie adresu bloga. Zrobiłam ten manewr z różnych względów, w każdym razie zapraszam na www.jedynapasja.blogspot.com. Pozdrawiam :)
Chciałabym was spytać, co sądzicie o Krakowie? Pytanie nie związane z tematyką bloga, ale poczekajcie chwilkę, a może zrobi się troszkę ciekawiej.
Każdy może mieć różne wspomnienia i uczucia związane z tym miastem, niektórzy z was mogli tam w ogóle nie być, inny byli wiele lat temu razem z rodzicami, bądź z wycieczką, a jeszcze inni odwiedzili Kraków na własną rękę, czyli tak jak ja to zrobiłam. Wiecie co? Ostatnie rozwiązanie jest najlepsze.
Cudownym uczuciem jestem opanowana, gdy spaceruję po wąskich uliczkach Krakowskiego rynku ( i nie tylko), na których praktycznie co krok spotyka się zabytek wart zapamiętania. Jestem tu po raz pierwszy w życiu i zakochałam się…w Krakowie oczywiście ;) Muszę zaznaczyć, że nie lubię miast, odchorowuję każdą podróż do Poznania, a w czasie roku akademickiego odczuwam, nie przesadzam, wstręt do tego miasta. W czasie 8 godzinnej podróży pociągiem do Krakowa nie nastawiałam się na nic, ani na to, że mi się spodoba, ani na to, że będę rozczarowana, i koniec końców, to było najlepsze podejście. Zacznę od początku.
Liczy się pierwsze wrażenie, tak się ogólnie powiada, toteż wysiadłszy z pociągu byłam wręcz (lekko mówiąc) zaskoczona wyglądem peronu. Pozytywnie. Trafiłam na całkowicie wyremontowany peron z nową, dwujęzyczną tablicą informującą o odjazdach i przyjazdach pociągów. Wszystko było nowe, nawierzchnia, tory, zadaszenie, a co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej z mojego perony numer 15, schodami zostałam doprowadzona do Galerii Krakowskiej. Tam też wyszłam, gdyż z galerii miałam blisko na nocleg. Kolejną rzeczą do której się muszę przyznać, jest to że nie cierpię centrów handlowych, hipermarketów itp. z wielu powodów, ale nie jest to istotne w tym momencie. Gdy znalazłam się wreszcie na piętrze galerii zaskoczył mnie jej ogrom, światła i ogólnie rzecz biorąc wszystko. Muszę zaznaczyć, że to nie tylko ja odniosłam takie wrażenie, jakbym nagle znalazła się w innym kraju. Standard tej galerii jest znacznie wyższy niż np. Starego Browaru poznańskiego, podsumowując widać, że ktoś się przyłożył. Było wiele rzeczy które zwróciły moją uwagę i zaskoczyły mnie m. In ilość cudzoziemców, ale o dziwo nie ma zatrważającej ilości ciemnoskórych, a słyszałam, że ponoć jest ich dużo(nie żeby było w tym coś złego). W końcu udało nam się opuścić galerię właściwym wyjściem. Ukazał mi się Kraków, który jest wg mnie jednym wielkim zabytkiem i od razu nasunęło mi się porównanie go z Paryżem, w którym byłam rok temu. Taki nasz polski Paryż, a nawet więcej. Zaraz po zostawieniu bagażu wyszłyśmy na miasto, a był już wieczór. Szłam wąskimi romantycznymi uliczkami, łagodne światła otul- lały kościoły i kamienice, czułam się wspaniale, i żałuje że zdjęcia nie potrafią pokazać tego, co widzi ludzkie oko. Pogoda tego wieczoru, jak przez następne dni nie rozpieszczała, było pochmurno i czasami lekko mżyło, ale na całe szczęście było bardzo ciepło. Mimo to otaczający mnie świat był magiczny, wprost wtopiłam się w klimat tego miejsca i było mi wspaniale. Wawel, jakby tu o nim nie wspomnieć, ogromnie mnie zaskoczył swoją wielkością i dostojnością, Grobowce polskich Królów poruszyły mnie, niesamowite jest, to że stoi się koło szczątków ludzi, którzy dosłownie stworzyli państwo polskie, no może niektórzy nie zasłyneli niczym szczególnym, ale mimo to mieli wpływ na historię naszego państwa. Tyle się o nich czytało w szkole, co prawda nie za dużo pamiętam, ale jednak uczucie naprawdę niezwykłe gdy spogląda się na ich trumny. Kraków jest bardzo wdzięczy do zwiedzania, praktycznie wszystko, co najciekawsze położone jest wokół Starego Rynku, a pokonywanie odległości między poszczególnymi zabytkami jest przyjemnością.
Co mi się w Krakowie naprawdę (oprócz oczywistych głównych atrakcji) podoba to ogromna ilość antykwariatów, kocham książki, a tam za małe pieniądze można się było obłowić, zresztą same przeglądanie okładek to niezła frajda.
Nie muszę chyba informować o wręcz niemożliwie ogromnej sieci gastronomicznej Krakowa, jest pełno cafe barów, restauracji, lodziarni, ciastkarni i tak by można wymieniać jeszcze bardzo długo. Na każdym rogu stoją budki, w których uśmiechnięte (trochę z przymusem) panie sprzedają obwarzanki, można wybrać tak owe z serem, makiem lub sezamem, pikantne lub łagodne.Są bardzo dobre i spore, naprawdę można się nimi najeść. Kosztują 1,5 zł za sztukę, ale najtańsze są na dworcu po 1,2 zł.
Jeśli jest ktoś zainteresowany cenami jakie są w Krakowie to muszę powiedzieć, że w sklepach jest tak samo, ale jeśli chce się zjeść na mieście coś regionalnego, bądź skosztować odrobiny luksusu to obiad, danie główne, kosztuje od 25 zł wzwyż.
Muszę o tym napisać, bo jest to jak dla mnie, może lekko walniętej na punkcie jedzenia osoby, świetna sprawa. Otóż dzięki podpowiedzi mamy mojej przyjaciółki, skierowałyśmy się na Rynek Kleparski, w celach zakupowych oczywiście. Na mapie Krakowa powinien być opisany. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu czekał na mnie targ pełen kolorów, zapachów i różnych niezwykłości. Pierwsze co się rzuciło w oczy to warzywa i owoce, wręcz stosy, i muszę przyznać, że ceny wydawały mi się niższe niż w Poznaniu. Oprócz tego zaskoczyły mnie góralki z nabiałami, jajkami i kurczakami świeżo oskubanymi, kiedy stanęłam jak wryta i patrzyłam, ze zdziwieniem co sprzedają, zaraz jedna do mnie zagadnęła czego sobie życzę i zaczęła podawać mi na próbę różne rodzaje sera, owcze, kozie, krowie, smażone, wędzone trudno spamiętać nazwy. Jako, że nie miałam ogromną ochotę na twarożek wzięłam na próbę, Za całkiem spory woreczek no powiedzmy 400 gram zapłaciłam 5 zl, nie wiem czy to przez magię tego miejsca, czy przez to, że byłam głodna jak wilk, ale zjedzony na śniadanie ser był przepyszny, nigdy nie jadłam tak dobrego.
Co więcej, kupiłam również pomidory, które były bardzo dojrzałe pachniały i smakowały niezwykle, odkąd zaczął się sezon nie jadłam tak dobrych. Jak to jest, że nawet pieczywo mają lepsze. Na rynku stały małe budki z przeróżnymi wypiekami, w tym chleb na prawdziwym zakwasie, nie wyglądał jak z obrazka, ale to tylko oznacza, że był naturalnie przygotowany. Kolejne magiczne miejsce Krakowa, niby zwykły ryneczek, a jednak pozostawia wspomnienia barw, smaków i zapachów.
Muszę przyznać, że zasmuca mnie fakt, iż kuchnia polska jest tak słabo promowana w Krakowie. Ktoś może się ze mną nie zgodzić, fakt są takie restauracje jak Chłopskie Jadło, Piwnica pod Baranami, ale jest ich mało w stosunku do kebabowi i knajp „wszystko w jednym” czyli kuchnia włoska z dodatkami kuchni tureckiej, francuskiej itd. Muszę przyznać, że jeśli chce się zjeść dobrze i w rozsądnej cenie, a zarazem po polsku, to polecam bary mleczne. Naprawdę porcje są spore, wszystko jest świeże i pachnące. Bar mleczny w którym byłam znajduje się na ul. Grockiej zaraz przy rynku. Panował tam spory tłok, ale jedzenie zaskoczyło mnie smakiem prawdziwego domowego obiadu. Za obiadek ze zdjęcia zapłaciłam 15,45 zł. Takich miejsc w Krakowie jest parę, ale trzeba cierpliwie poszukać, mogę jeszcze zasugerować bar mleczny przy Uniwersytecie Jagiellońskim, nie byłam, ale słyszałam, że wszystko jest pyszne. Są jeszcze pierogarnie, nie wiem niestety jak tam z jakością dań, ale można zaryzykować.
Jeśli ma się ochotę na deser w Krakowie, to jednym problemem będzie wybór miejsca, gdyż kawiarni, lodziarni i ciastkarni jest tam więcej niż restauracji. Przyjrzałam się bliżej „Pijalni czekolady E.Wedel”, niestety nie mogłam zrobić w środku zdjęć. Wystrój jest przesycony czekoladą, zresztą tak samo jak menu, co wydaje się być logiczne. Wybór jest spory, a ceny na cóż wysokie, ale jeśli chce się skosztować czegoś słodkiego i tańszego proponuję żółtą budkę z lodami w kamienicy na ul. Grockiej bliżej rynku.
Teraz napiszę jeszcze o dzielnicy Krakowa, którą naprawdę warto zwiedzić – Kazimierz, dawna dzielnica żydowska. Jest to miejsce bardzo klimatyczne, nie ma tam przepychu, jest sporo małych knajpek proponujących kuchnię żydowską, ponad to podawane tam są sławne zapiekanki koszt ok. 6 zł z różnymi dodatkami, cieszą się wielką popularnością. Warto jest chociaż raz przejść się po Krakowie nocą, po Starym Rynku jak i po Kaziemierzu, są to niezapomniane przeżycia.
Jeszcze długo będę wspominać moją wyprawę, naładowałam się optymizmem tego miast na dłuższy czas. Miło mi, że mogłam się z wami podzielić moim przeżyciami, i zarazem pokazać Kraków pod kątem trochę bardziej smakowym.

Był straszny upał jak robiłam ten tort, biszkoptowy spód przygotowałam dzień wcześniej więc w dniu podania został mi tylko krem, albo, aż krem. W przepisie nie był określony dokładny czas schładzania spodu z musem, więc myślałam, że po godzinie wszystko będzie ok, a nie było. Po ozdobieniu śmietanką krem zaczą wypływać! Ale szybko wstawiłam do lodówki na cały dzień, krem zatrzymał się stężał i stał się rozpływającym w ustach puszystym czekoladwym musem. Sytuacja została uratowana, ale w pierwszej chwili byłam załamana, że tyle pracy poszło na nic. Jeśli mam jeszcze dać jakąś radę to biszkopt można by podzielić na 3 części zamiast na 2 (mimo, że tak jest w przepisie). Muszę koniecznie wspomnieć, że wszyscy którzy go jedli byli zachwyceni. Kupne torty są często ciężkie, tłuste na maślanym kremie z całym mnóstwem chemii, a ten jest dokładnym przeciwieństwem. Naprawdę polecam:)
Tort z czekoladowym musem
Przepis z ksiąZki "100 cakes and bakes"
*Okrągła forma o śr. 23cm wyłożona papierem do pieczenia
Ciasto:
25 g masła
6 dużych jajek
175 g drobnego cukru (dałam zwykły)
100 g mąki pszennej
łyżeczka proszku do piecznia
25 g kakao
2 płaskie łyżki mąki kukurydzianej
Krem:
175 g gorzkiej czekolady ( dałam pół na pół z mleczną)
1 łyżeczka żelatyny w proszku
2 jajka oddzielnie białka i żółtka
300 ml śmietanki kremówki
Do dekoracji:
150 ml śmietanki kremówki
czekolada do starcia na wierzch
Przygotowanie:
1.Ciasto: Rozgrzej piekarnik do 1800C. Jajka całe ubij z cukrem na puszystą pianę. Do miski przesiej suche składniki, a masło stop delikatnie w garnuszku. Gdy jajka się ubiją wsyp ostrożnie połowę suchych składników przepieszaj łopatką i wlej ostudzone pół porcji masła i ponownie przemieszaj. Na koniec dodaj resztę mieszanki mąk, stopione masło i ponownie wmieszaj je w masę jajeczną, tak aby piana nie opadła. Zwróć uwagę czy kakao nie osiadło na dnie miski, wszystkie składniki powinny się połączyć. Piecz 35-40 min, ciasto musi być ostygnąć zupełnie, przed nałożeniem kremu.
2. Krem: czekalodę stop w kapieli wodnej, po ostudzeniu wmieszaj do niej żółtka. Żelatynę namocz w łyżce zimnej wody. Śmietankę ubij na sztywno i powoli wmieszaj do stopionej czekolady porcjami. Dodaj żelatynę wymieszaj, a na koniec ubij białka i również dodaj do masy czekoladowej. Ciasto przetnij poziomo na pół (albo na 3 części). Do formy, w której ciasto się piekło włóż spód, na niego nałóż krem i przykryj wierzchem. Zakryj formę folia i wstaw do lodówki na co najmniej 4 godziny a najlepiej na na całą noc.
3. Gdy krem już stężeje możesz nożem oddzielić ciasto od brzegu formy i delikatnie wyjąć go z obręczy. Na koniec zostaje tylko przystrojenie go ubitą kremówką i czekoladą, albo tym co Ci podpowiada fantazja ;)
Smacznego
xxx


Cóż mogę napisać, kołderka nie wyszła taka jak to sobie wyobrażałam, ale podobnie jak na zdjęciu w gazecie, czyli w " Świat&Ludzie" skąd pochodzi przepis. Wiem, wiem to taka podrzędna gazeta, typowy kiepski brukowiec, na kiepskim papierze, ale przynosi go nam sąsiadka, jak już je wszystkie przeczyta. Jest w nim zawsze dział z przepisami, dlatego postanowiłam chociaż raz skorzystać. Miałam rabarbar, już zrobiłam go raz pod kruszonką, później w postaci placka z rabarbarem z dużą kruszonką (niestety nie miałam czasu, na zdjęcia i dlatego nie wstawiłam go na bloga) i pomyślałam, że zrobię go po raz trzeci. Rarbar jest wdzięcznym materiałem do pieczenia, szybko mięknie, robi się z niego kwaśna, kleista masa, która odpowiednio dosłodzona jest pyszna. W tym przepisie nie ma nic niezwykłego, jedyne co to ta pianka...Cóż mogę powiedzieć, placek dobry, taki typowy na kruchym cieście, przypomina trochę pleśniak, z wyraźnym kwaskowatym smakiem rabarbaru. Mimo ubitej piany z 6 białek pianka jest cienka i mało wyczuwalna. Przepis oceniam na 5/10 punktów, czy warto piec? Odpowiedź jest prosta wszystkiego warto spróbować i może Wam bardziej przypadnie do gustu ;)
Rabarbar po różową kołderką
Składniki:
6 jajek oddzielnie białka i żółtka
3 szklanki mąki
200 g masła średnio miękkiego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 i 1/4 szklanki cukru
700 g rabarbaru obranego i pokrojonego w słupki
kisiel wiśniowy lub inny ciemny (paczka)
Przygotowanie:
1. Na stolnicy nożem posiekaj mąkę i szklankę cukru oraz porszek do pieczenia z masłem, aż powstanie kruszonka, dodaj 6 szółtek i zagnieć ciasto kruche, nie za długo, może się kruszyć, ale to nie szkodzi. Uformuj dysk, zawiń w filię spożywczą i wsadź do zamrażarki. Musi się schłodzić, sprawdź po 15 min czy już jest wystarczająco zimne, jak nie potrzymaj dłużej.
2. Rozgrzej piekarnik do 180oC. Gotowe ciasto podziel w stosunku 2:1. Większą część rozwałkuj i wyłóż na wysmarowaną masłem i wysypaną mąką tortownicę o śr. ok 30 cm. Na spód poukładaj rabarbar tak, aby pokrył równomiernie cały blat.
3. Ubij pianę z białej, pod koniec ubijania dodaj 1/4 szklanki cukru (dałam cukier puder) i paczkę kisielu w proszku. Pianę wyłóż na rabarbar wyrównaj, pozostałe ciasto zetrzyj na tarce i wysyp na różową pianę z białek. Piecz 40 min.
Smacznego :)
xxx
Witam po krótkiej, bądź długiej zależy jak na to spojrzeć, przerwie:) Może mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego zima wlecze się nieubłaganie, a wiosna mija jak z bicza strzelił? Zarówno zimą, jaki i podczas wiosny zajęcia mam te same, robię to samo, tak samo pracuję i tak samo się uczę, to dlaczego zimą czas mija wolniej? Tak czy siak trzeba się spieszyć i korzystać z uroków tej najpiękniejszej i najromantyczniejszej pory roku. A skoro mowa o uciesze, to upiekłam dziś i pochłonełam z moją mamą pyszną kruszonkę z kwaśnym rabarbarem i równie kwaśnymi truskwakami. Niestety sezon na truskawki się kończy, a ja się nimi ni trochę nie nacieszyłam, są kwaśne, brzydkie i drogie w dodatku. To wszystko przez ten przymrozek w maju...Na ogrodzie wszystko mi zmarniało, przykro mi bardzo z tego powodu, trudno trzeba się cieszyć z tego co się ma.
Jeśli chodzi o tę słodkość to dodatek cukru, mielonych migdałów i migdałów w płatkach stworzył chrupką, słodką i niezwykle smaczną skorupkę nad rozpływającymi się owocami i rabarbarem. Kontrast chrupki-miękki, kwaśny-słodki oraz aromat uprażonych migdałów daje niezwykły efekt u tego prostego deseru, podany w oddzielnych kokilkach może stworzyć wspaniałe zakończenie romantycznej kolacji...;) Przepis Nigelli Lawson z ksiązki "Kuchnia..."
Rabarbar z truskawkami pod migdałową kruszonką:
Składniki:
Nadzienie:
500 g truskawek (podaje orginalny przepis, ale ja dałam pół na pół rabarbar i truskawki)
50 g drobnego cukru
25 g mielonych migdałow
ekstrakt waniliowy/cukier waniliowy
Kruszonka:
110 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
75 g zimnego pokrojonego na kawałki masła
100 g migdałów w płatkach
75 g cukru demerara (dałam zwykły nie miałam innego)
ubita śmietanka kremówka lub jogurt do podania.
Potrzebna będzie forma żaroodporna szkłana lub ceramiczna dowolnego kształtu, ale nie za duża.
Przygotowanie:
1. Rozgrzej piekarnik do 200 oC, wysmaruj formę masłem. Wrzuć do niej umyte i pozbawione szypułek truskawki jesli są duże możesz przekroić na połówki oraz obrany i pokrojony na 1cm-etrowe kawałki rabarbar. Składniki nadzienia wymieszaj w formie z cukrem, ekstraktem i migdałami, aż wszystko będzie równomiernie oklejone.
2. Masło włóż do miseczki połącz palcami z mąką i proszkiem do pieczenia, aż powstaną okruszki. Na koniec dodaj płanki migdałowe i cukier, przemieszaj widelcem i całość wysyp równomiernie na owoce. Piecz ok 30 min, do utworzenia się czerwonego syropu, który będzie bulgotał spod kruszonki niczym lawa. Po wyjęciu z piekarnika odczekaj co najmniej 10 min, deser jest najlepszy jak jest letni.
Smacznego
xxx

Wykorzystałam (znowu) przepis Mary Berry, jest to typowe angielskie świąteczne ciasto, dla nas Polaków to coś w stylu keksu. Jest tu masa suszonych owoców, można pokombinować i pomieszać różne rodzaje, ale należy zachować wagową ilość taką jaka jest w przepisie. Ciasto długo się piecze, ale tak ma być, co najmniej 2 godziny. Zrobione na życzenie Babci, ale podejrzewam, że jednak bardziej jej pasuje typowy polski keks. Mi smakowało, jest mocno słodkie, przez owoce, więc lepiej dać mało cukru ok 100g, wilgotne i ogółnie pycha, dużo składników, ale mało pracy.
Victorian Christmas cake (podaję orginalny przepis)
Składniki:
350g kandyzowanych wiśni
225 g pokrojone cząstki ananasa z puszki
350 g posiekanych suszonych moreli
100 g zblanszowanych i obranych ze skóry migdałów
otarta skórka z dwóch cytryn
350 g rodzynek
250 g mąki i proszkiem do pieczenia
250 g cukru (dałam ok 150g)
250 g miękkiego masła
75 g mielonych migdałow
5 jajek
Do dekoracji:
Blonaszowane migdały
Wszelkie suszone i kolorowe kandyzowane owoce
Przygotowanie:
1. Rozgrzej piekarnik do 1600C, okrągłą 25 cm formę do pieczenia wyłóż papierem do pieczenia.
2. Ananasa, wiśnie, rodzynki i migdały i skórkę wymieszaj razem w miseczce z łyżką mąki.
3. Masło utrzyj z cukrem i jajkami na puszystą masę. Dodaj mąkę i mielone migdały wymieszaj, wsyp słodkie dodatki i dokładnie wmieszaj w masę.
4. Ciasto wyłóż do formy i ozdób dodatkami jeśli chcesz. Piecz ok 2 godzin.



Propozycja dla łakomych czekolady:) Daktyle dają fajny efekt ciągnąco mazisty, w przepisie nie ma dużo cukru, ale suszone daktyle są niemal jak karmelki, więc wszystko gra. Łatwe w przygotowaniu, w miarę szybko się piecze i wszystkim smakuje. Przepis pochodzi z książki Mary Berry "100 cakes and bakes".
Daktylowo-czekoladowe ciasto
Skład:
150 g posiekanych suszonych daktyli
150 ml wrzącej wody
150 g gorzkiej czekolady
40 g masła
150 g posiekanych dowolnych orzechów
225 g mąki
40 g cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia i sody oczyszczonej
1 duże jajko
150 ml mleka
Przygotowanie:
1. Rozgrzej piekarnik do 1800C. Daktyle zalej wrzątkiem i odstaw na 30 min. Czekoladę stop z masłem w kąpieli wodnej.
2. Suche składniki wymieszaj w misce po czym dodaj jajko rozmącone w mleku, wymieszaj. Dodaj daktyle razem z płynem, w którym się moczyły, orzechy i czekoladę. Wymieszaj wszystko dokładnie, ciasto wlej do niewielkiej keksówki i piecz ok 1 h.

Smacznego
XXX
Witam wszystkich po dłuższej przerwie:) Niestety tak wyszło i już się nie będę nad tym rozwodzić, bo nie ma co.
Może spóźnione, ale najlepsze i najszczersze życzenia Wesołych Świąt przesyłam wszystkim czytelniczkom i czytelnikom (jeśli tacy panowie są obecni).
Kontunuując chciałabym powiedzieć, że w tym roku nie miałam specjalnej weny twórczej jeśli chodzi o kulinarne popisy. Z tego co widziałam to wszystkie blogi są wypełnione, aż po brzegi przepisami na wielkanocne łakocie. Muszę przyznać, że u nas w domu nigdy nie było specjalnie komu piec ciast, stąd nie mamy tradycji takich jak inne rodziny. Być może z tego wynika mój kompletny brak pomysłu i zobojętnienie. Tak czy siak o porannej porze zdecydowałam, że jednak coś słodkiego się przyda i tak powstało najprostrze ciasto z jabłkami, a inspirację zaczerpnęłam z blogu Smitten Kitchen.

Ciasto jest bardzo łatwe i szybkie w przygotowaniu, a dowodem na to jest samo to, że go zrobiłam w świątecznym rozgardiaszu. Nie ma w nim masła, tylko olej więc jest zdrowiej, poza tym jabłka i cynamon, czyli połączenie doskonałe. Myślę, że można by zamienić mąkę zwykłą na tą z pełnego przemiału i dodać orzechy włoskie, migdały lub inne. W orginale forma miała komin i była dużo wyższa, ja tak owej nie posiadam więc użyłam zwykłej okrągłej 23cm. Ciasto wyrasta naprawdę wysokie, ale nie wypływa z formy. Z góry uprzedzam piecze się strasznie długo, albo mi sie tak wydawało bo się nie mogłam doczekać:) A tak serio to piekło się w sumie prawie 2 h i to z ciągłym przykrywaniem i odkrywaniem folii aluminiowej, która chroniła wierzch przed przypalniem. Gdy boki były juz gotowe to sam środeczek był całkiem surowy, było to strasznie denerwujące, ale muszę powiedzieć, że się opłaciło. Ciasto jest bardzo wilgotne i aromatyczne, przypomina dużą muffinkę, ale jest lepsze. Obok szarlotki to chyba najsmaczniejsze ciasto z jabłkami jakie jadłam. Gorąco polecam!
Ciasto z jabłkami
Zanim podam przepis jedna uwaga, zrobiłam ciasto z 1 + 1/3 porcji, gdyż było go za mało na całą formę.
Składniki:
Ciasto:
2 3/4 szkl mąki
2 szkl cukru (dałam jedną i wystarczyło)
łyżka proszku do pieczenia
szczypta soli
1 szkl oleju rzepakowego
1/4 szkl soku pomarańczowego
4 jaja
2 łyżeczki esencji waniliowej
Nadzienie:
6 jabłek (najlepiej takich miękkich, które za długo leżały w koszyku i nie są juz apetyczne, będą idealne)
łyżka cynamonu
4 łyżki cukru
Przygotowanie:
1. Włącz piekarnik na 1800C .Jabłka obierz i pokrój na kawałki nie za małe, dodaj cynamon i cukier wymieszaj, odstaw miskę na bok.
2. Suche składniki wymieszaj w misce, oddzielnie połącz jajka, olej i sok wymieszaj i wlej do miski z suchymi składnikami, szybko połącz.
3. Połowę masy wylej na dno formy wysmarowanej masłem i wysypaniej mąką, lub kaszą manną, na ciasto rozłóż równomiernie połowę jabłek. Wylej resztę ciasta i rozprowadź na nim pozostałe jabłka. Wstaw do piekarnika i piecz ok 2 h, będzie gotowe jak patyczek włożony w środek wyjdzie suchy.


Zainwestowałam ostatnio w parę bardzo ciakawych i pięknie wydanych książek. Na pierwszy ogień poszedł przepis z książki Mary Berry "100 cakes and bakes". Orginalny tyluł to Very Best Chocolate Fudge Cake, autorka obiecuje, że stanie się ono naszym ulubionym, a czekoladowy smak z każdym kęsem staje sie wyraźniejszy i bardziej głęboki. Jest to zdecydowanie ciasto dla lubiących czekoladę, maziste, lepkie rozpływające sie w ustach. Posmak kwaśnego dżemu ze słodkim kremem jest świetny, przeciwieństwa się przyciągają. Naprawdę warto od dziś moje ulubione!

Very Best Chocolate Fudge Cake
Składniki
Ciasto:
50 g przesianego kakao
6 łyżek gotującej się wody
3 duże jaja
50 ml mleka
175 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100 g miękkiego masła
275 g miałkiego cukru
Krem:
150 ml śmietanki kremówki 30%
150 g czekolady
dowolny dżem do wysmarowania ciasta najlepiej kwaskowy
Przygotowanie:
1. Rozgrzewamy piekarnik do 1800C
2. Kakao mieszamy z wodą, dodajemy jaja ubijamy, dodajemy masło i mleko mieszamy, aż do całkowitego połączenia się składników. Na koniec dodajemy mąkę z proszkiem.
3. Ciasto wlewamy do okrągłej 23 cm-owej formy wyłożonej papierem do wypieków. Pieczemy przez ok. 1h, lub do czasu, aż patyczek włożony do ciasta wyjdzie czysty.
4. Studzimy ciasto. Kroimy na pół smarujemy obie połówki dżemem wg uznania.
5. Krem można przygotować wcześniej, gdyż nakładamy go jak jest przestudzony. Kremówkę podgrzewamy prawie do wrzenia, po czym zdejmujemy z ognia i wrzucamy pociekaną czekoladę. Lekko obracamy garnuszkiem, żeby czekolada mogła się równomiernie rozpuszczać, pod koniec mozna wymieszać łyzką. Przestudzony krem wstawiamy do lodówki.
6. Gotowym kremem smarujemy warstwę spodnią ciasta, na nią ostrożnie kładziemy wierzch i na nim rozsmarowujemy resztę kremu. Nic prostrzego :)
Smacznego
XXX

Ale ten czas lesi, już połowa sesji za mną, ani się obejrzeć, a będą "ferie":) Czasami szkoda mi tego życia, które tak szybko upływa, w sumie na niczym. Ale co zrobić, tak jest. Dziś mam do zaproponowania ciasto ze znanym nam golden syrup'em (złotym syropem). Jeśli o mnie chodzi to go nie kupiłam, a zrobiłam, i nie mam pojęcia jak smakuje kupny, ale ten jest naprawdę godny polecenia. Moim zdaniem łatwy do zrobienia, a dokładny przepis jest na niezawodnym blogu o tutaj.
Nie wiem jak wy, ale ja mam zawsze problem z brązowym cukrem w przepisać, a raczej miałam do czasu. Otórz wygrzebałam w sieci, zupełnie przez przypadek, pomysł na domowy brązowy cukier. Niesamowite, że to tak banalne, a ja na to nie wpadłam. Przecież brązowy cukier to nic innego jak zwykły cukier z dodatkiem melasy. Na początku będzie się wam wydawało, że nie jest możliwe połączenie tych skłasników, ale trochę cierpliwości (ja ucieram ręcznie) i gotowe. Wydaje mi się, że jest to bardziej ekonomiczna wersja brązowego cukru, a przy tym wiemy co jemy. Pomysł stąd.

1) Cukier razem z melasą jeszcze przed zmieszaniem

2) Gotowy domowy brązowy cukier.
Domowy brązowy cukier
Składniki:
1szklanka cukru
1 łyżka melasy
Przygotowanie:
1. Utrzeć ręcznie lub mikserem melasę z cukrem.
A teraz ciasto:

Parę słów o tym wypieku. Napewno jest jednym z najprostszych w przygotowaniu, chociaż zrobiłam go po raz pierwszy, to wydaje mi się, że za każdym razem będzie wychodził doskonale. Pod chrupką skórką faktura ciasta jest wilgotna i gąbczasta. Długo zachowuje świeżość. Połączenie melasy w cukrze i złotego syropu daje mu orginalny smak i kolor. Przepis z internetu.
Ciasto ze złotym syropem:
Składniki:
180 g masła
100 g białej czekolady
1 szklanka brązowego cukru
1 szklanka mleka
1/3 szklanki złotego syropu (golden syrup)
2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jaja i 1 zółtko
Przygotowanie:
1. Rozgrzej piekarnik do 160oC. Masło, cukier, czekoladę, mleko i syrop rozpuść w garnuszku. Po czym ostudź.
2. Mąkę przesiej z proszkiem do pieczenia. Do ostudzonego płunu po trochu wsyp mąkę ubijając mikserem. Gdy cała mąka juz znajdzie się w misce wlej do ciasta rozbełtane jaja i ubijaj jeszcze chwilę.
3. Gotową masę wlej do wyłożonej papierem do pieczenia okrągłej formy ok 23cm. Piecz przez 1 godzinę. Uważaj, aby wierzch się nie przypalił.
Samcznego
xxx
